21 sierpnia 2008

Koszulka

Ona przywiozła nam koszulkę. Nie było losowania, bo i po co? Wiadomo kto ją powinen dostać. Pewnie Bob, bo on jest najstarszy, ale on ma uraz na bobowiej psychice. Nie może nosić ubrań. Misiuk nie miał wiele do gadania, zatem koszulkę wziąłem sobie po prostu ja. Pozwoliłem ją Misiukowi przymierzyć, coż … niech zna moje dobro. Powiem Wam szczerze, że wygladał jak takie emo skrzyżowane z … no misiem z Bazy. W naszym organie dowodzącym Bazy jest taki przydupas, wiecie, taki co się wszędzie wkręca i on ma takie za duże koszulki na małej klacie. Wyglada prze-okropnie, ten argument przekonał Misiuka, aby nie jęczał o tą koszlkę do końca tygodnia.

Oczywiście jak widzicie, ja prezentuje się doskonale i przystojnie. Choć koszulka nie jest super, ale jako że była tylko jedna, chciałem ją i koniec. Trochę mnie uwiera pod lewą łapą, ale czego sie nie robi dla lansu, nie? Ona mogłaby się bardziej postarać, tak sobie myślę, że jak jeszcze raz taki szmelc do domu przyniesie to się obraże na maxa !! I schowam Jej tak telefnon, że nawet świety Bob Jej nie pomoże!

Ostatnio czytałam na Intermisiu, że karaluchy potrafią wejść do lodówki przez kable od tyłu, albo przeciskać się przez gumę w drzwiczkach. Jako że jestem misiem zle wychowanym o nieprzeciętnej inteligencji (tak jak karaluchy rzecz jasna), zrobiłem to samo. Dowiedziałem się także, że w tej Ich lodówce jest światełko, wiec chciałem zrobić sobie dyskotekę i poczuć się jak na wiejskiej imprezie na Grenlandii. Samemu trochę nudno było, jednak najadłem się i na końcu przepaliłem Im żarówkę hre hre hre!

Niegrzeczny – sie wie!

Brak jeszcze komentarzy :(

Dodaj swoje literki ułożone w słowa a te w zdania: